wtorek, 22 lipca 2014

Kocykowo :)


Witam Wszystkich bardzo serdecznie po kolejnej długiej nieobecności :)
Spieszę donieść, że praca podyplomowa obroniona na 5 :)
Wydawało mi się, że kiedy w końcu uporam się ze studiami i pisaniem pracy bedę miała więcej czasu na przyjemności... ale niestety w tygodniu cięzko mi wykroić trochę czasu dla siebie...
żyję więc od weekendu do weekendu :) a te nieliczne wolne chwile wolę spędzać na łonie natury :)
Dwa tygodnie temu wyprawiłam się ze znajomymi na spływ kajakowy, w poprzedni weekend spędziliśmy przyjemnie czas nad jeziorkiem.
Oczywiście staram się też działać robótkowo  :) Zdjęcia powyżej przedstawiają dwie ślicznotki, dla których robiłam kocyk -Martusi i Anusi :)
Sporo robótek mam też zaczętych więc może wkrótce pokaże kolejne ukończone dzieła :)
A tym czasem walczę też z porządkami... także w moich robótkowych zapasach i uznałam, że pora nieco uszczuplić zachomikowane zapasy i stosy gazetek, więc w najbliższym czasie mozecie spodziewać się informacji o organizowanej przeze mnie wyprzedaży :)

Pozdrawiam gorąco :)

sobota, 31 maja 2014

W trakcie pracy :)

Witajcie po kolejnej długiej przerwie :)
Już nie mogę się doczekać połowy lipca i widoków na koniec studiów podyplomowych i odzyskania czasu w weekendy. :) Choć muszę przyznać, że zupełnie się nie spodziewałam, że ja zdeklarowana humanistka, mól książkowy i zakręcona robótkowo, porwę się na takie studia jak rachunkowość. I o dziwo bardzo mi się te studia podobają i sprawiają mi masę przyjemności, chociaż nauka jest trudna.
Obecnie walczę pisaniem pracy podyplomowej, idzie mi różnie, raz lepiej raz gorzej... ale w tym tygodniu praca będzie wybitnie wzmożona bo oddać muszę cały tekst już w piątek.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie robiła jakiejś robótki :)
A właściwie kilku :)
I tak: zszywam kocyk dla maleńkiej, kóra się w czerwcu urodzi :)

W internecie znalazłam też wzorek na fajne sówki, a ponieważ zostało mi sporo wełny po kocykach postanowiłam zrobić małe sóweczki :) Przede mną jeszcze zszycie i dorobienie skrzydełek i doklejenie oczek:
 W międzyczasie dorabiam też kwadraciki do mojej wymarzonej chusty... może przed zimą ją skończę.
 Zaczęłam też pomarańczowy obrusik, żeby opróżnić trochę zbiory zgromadzonych włóczek. Ale chwilowo musiałam wstrzymać pracę
 Ponieważ zabrałam się za przygotowywanie prezentu dla mojej przyjaciółki z okazji ślubu. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że znowu popełniłam błąd i ze wszystkich czerwonych włóczek, które mam wybrałam taką, z której mam tylko jeden motek. Dlatego tę serwetę zostawię i jakimś innym kolorem wykończę obramowanie, a na prezent zacznę pracę jeszcze raz :) takie moje zezowate szczęście.
 A oprócz tego dawno, dawno temu zaczęłam wyszywać kolejne obrazki z zaplanowanej listy. Tu jeszcze będzie biedroneczka. W kolekcji są jeszcze dwa hafciki, z pszczołą i ze ślimakiem. Nie mam jeszcze pomysłu jak je wykorzystać... może naszyję je na płócienne torby...
A na koniec chciałabym wam pokazać mojego dzielnego pomocnika. Aferka jako konsultant naukowy pomaga pisać moją pracę dyplomową:)
 Co napisze to wprowadza do komputera.
 Czasem tak ją nudzi praca, że prawie zasypia na notatkach
 a czasem czeka na nadejście weny, która do mnie jakoś przychodzić nie chce.
Życzę Wam pięknego weekendu :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

kocykowo :)

Witam wszystkich :)
Moi kochani wreszcie mogę się pochwalić skończonym już ponad miesiąc temu kocykiem dla kolejnej małej księżniczki, która pojawiła się na świecie.Początkowo miałam plan zrobić go na prezent z okazji narodzin... nie udało się, potem jako prezent gwiazdkowy.... zabrakło czasu, potem na wielkanoc...
Problem z czasem spowodował to, że chociaż kocyk udało się skończyć to nie było okazji zawieźć go nowej właścicielce :) Ale jutro w końcu znajdę po pracy chwilkę czasu i wybiorę się z wizytą do mojej przyjaciółki i jej przecudnej córeczki - Antoniny, zwanej Toską.
A o to kocyk :)

środa, 23 kwietnia 2014

świątecznie... po świętach :)


Witam wszystkich serdecznie :)


Mam nadzieję, że święta minęły Wam radośnie i w rodzinnej atmosferze.
Moje święta takie właśnie były.... szkoda tylko, że trwały tak krótko... zabrakło mi nieco czasu na odpoczynek bo jak zwykle chciałam zbyt wiele zrobić w krótkim czasie.
W wielki piątek po pracy (kiedy w końcu o 20.00 dopełzłam do domu) rozpoczęłyśmy z mama dwupokoleniowy maraton kulinarny. Uwielbiam takie wspólne chwile bo ostatnio rzadko mamy na to czas.  W sobotę wielka wyprawa do Wągrowca i rozpoczęliśmy rodzinne święta ...

 Taką oto serwetkę przygotowałam na zamówienie mojej cioci do koszyka ze święconką :)