sobota, 19 sierpnia 2017

robione z miłości - zakładka

Witajcie :)

Niedawno pisałam, że zabieram sie za prezent dla męża na 30 urodziny. Wybrał sobie wzór na zakładkę do książki.
Trochę danych technicznych:
Kanwa rozmiar: 27
Ilość kolorów: 66
Wyszywam jedną nitką muliny DMC
Wielkość wzoru: 75x200 krzyżyków







Właśnie zrobiłam pierwszą stronę - 3500 krzyżyków za mną...
a do zrobienia jeszcze 11500.


Muszę zdążyć do 23 października więc trzymajcie kciuki :)

czwartek, 17 sierpnia 2017

idzie jesień...

Witajcie :) 

Dzisiaj chciałabym szybciutko pochwalić się Wam postępami w pracy nad kolejnym drzewkiem z serii czterech pór roku. O ile wiosnę i lato zrobiłam bardzo szybko... pewnie dlatego, że pracowałam nad nimi będąc w ciąży, o tyle z jesienią szło już znacznie gorzej... bo jakoś mniej czasu mi się nagle zrobiło i nowe projekty pojawiały się co chwilę. 
Jednak nie zapomniałam o tym hafcie i od początku roku co jakiś czas zasiadałam do pracy nad nim. Ogólnie nie przepadam za odcieniami koloru pomarańczowego, ale ten wzorek wyjątkowo przypadł mi do gustu :)

Tak było kiedy pokazywałam postępy ostatnim razem - w zeszłym roku.


Co jakiś czas wracałam do tego projektu żeby postawić chociaż kilka krzyżyków:






Stan najbardziej aktualny:


Przede mną jeszcze trochę krzyżyków i kolejne dwa drzewka: zimowe i miłosne :)

niedziela, 13 sierpnia 2017

bieżnik urodzinowy

Witajcie :)

Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa pełne otuchy... mam nadzieję, że modlitwy i ta cała pozytywna energia, która od Was płynie przyniosą nam dobre nowiny.
Jakoś też lżej na sercu mi się zrobiło kiedy podzieliłam się tymi wszystkimi troskami i powoli staram się wrócić do "normalnego" życia.

Udało mi się kilka dni temu skończyć urodzinowy prezent i dzisiaj miałam okazję go wręczyć. 
Prezentuje się tak:




środa, 9 sierpnia 2017

...

Witajcie...

Do napisania tego posta zbieram się już od dobrych dwóch tygodni.... siadałam przed komputerem... i jakoś nie mogłam znaleźć słów. Myślałam, że po naszym maleńkim urlopie wrócę pozytywnie naładowana i pełna energii.... w końcu pierwszy raz od roku wyjechaliśmy całą rodziną choć trochę wypocząć, a nie tylko do szpitala. 
Chciałam Wam napisać jak wspaniale udały się pierwsze urodzinki naszego Skarba, jak ogromnie byłam wzruszona, że możemy je świętować i jak wdzięczna jestem za ten mój Cud, bo każdego dnia pokazuje mi jak wspaniale być jego mamą. 
...i że dwa dni po urodzinkach zaczął sam chodzić, a teraz pędzi już jak małe tornado... jakie postępy zrobiłam w moich robótkach i jak pięknie zaczyna wyglądać nasze mieszkanko.... i o jeszcze jednym powodzie do ogromnego szczęścia.
....Ale... jak to bywa w życiu.... ostatnio zaskakuje nas głównie negatywnie.

Remont zamiast trwać dwa tygodnie, przeciągał się i w sumie zajął pięć... a jeszcze kilka rzeczy czeka na wykończenie.  W między czasie mieliśmy też kontrolę w CZD w Warszawie u genetyka. Myśleliśmy, że jest to rutynowa wizyta... ale pani doktor, która oglądała Piotrusia stwierdziła, że najprawdopodobniej ma zespół wad genetycznych nazywany Zespołem Petersa... który jest bardzo rzadki i występuje raz na około milion urodzeń. U naszego smyka miałby łagodną postać, ale możliwe wady występujące w tej chorobie są przerażające i aż strach je opisywać.... Pobrali mu badania i wysłali na specjalistyczne badania DNA, a na wyniki będziemy czekać przynajmniej do września. I w sumie niewiele by to zmieniło, poza kilkoma dodatkowymi wizytami w roku u kolejnych lekarzy... a jak wiecie w tym temacie jesteśmy juz chyba weteranami... bo nie ma miesiąca, w którym nie odwiedzilibyśmy przynajmniej kilku.
... Ale jest to wada recesywna - oboje rodzice muszą mieć uszkodzony gen (nazwy, którego nie pamiętam) i niestety występować będzie za każdym razem... dlatego tak ogromnie się stresujemy...  bo kilka tygodni przed wizytą u genetyka dowiedzieliśmy się, że Piotruś będzie... starszym bratem.
I choć staramy się pozbierać po tych strasznych wiadomościach i cały czas modlimy się, żeby jednak diagnoza postawiona przez panią doktor się nie potwierdziła ciężko nam obojgu i jakoś chęci do czegokolwiek brak.
Na domiar złego w zeszłym tygodniu miałam nieprzyjemny wypadek - pękł mi dzbanek z wrzątkiem kiedy robiłam herbatę... poparzyłam sobie poważnie nogi i podbrzusze... i szczęście w tym wszystkim, że mój cudowny mąż jest ratownikiem i od razu profesjonalnie się mną zaopiekował... trzy dni byłam całkiem wyjęta z życia bo każdy ruch sprawiał mi ból... a tu trzeba było naszego maluszka ogarnąć i jeszcze posprzątać po remoncie... Ale na szczęście razem z moją mamą poradzili sobie świetnie.

Ale żeby nie było tylko smutno pokażę Wam naszą pociechę: