Dzisiaj serweteczka, o której kompletnie zapomniałam... Zrobiłam, a potem miesiąc bidulka leżała w koszyku z robótkami do wykończenia - zupełnie nie wiem dlaczego się tam znalazła. Swoje odczekała, a kiedy natknęłam się na nią przypadkowo szukając innej robótki przeniosłam ją na stertę serwetek mamy - do wykrochmalenia - bo ja okropnie nie lubię tego etapu. Nie zanotowałam nawet kiedy została usztywniona i tak sobie czekała, czekała... aż się doczekała zdjęcia.
Kolor już znany (miałam dwa motki i jeszcze trochę mi zostało - pewnie zrobię podstawki pod kubki), wzór zaczerpnięty z gazetki: Sabrina Robótki zeszyt 1/2010.
Serwetka ma średnicę około 50 cm.
Ja jestem pod wrazeniem, taka zrobic to czarna magia dla mnie.
OdpowiedzUsuńTobie wyszla pieknie.
Pozdrawiam
Rzeczywiście robi wrażenie ta serwetka!
OdpowiedzUsuńNigdy nie dałabym rady, bo brakuje cierpliwości, a poza tym boję się igły i szydełka:)))
Pozdrawiam!
Magda-lenka
Bardzo dziękuję Wam za miłe słowa :)
OdpowiedzUsuńDla mnie szydełko, a od niedawna też haft krzyżykowy, są bardzo dobrym sposobem na relaks :)
Muszę Wam się przyznać, że ta serwetka tylko wygląda na skomplikowaną - w rzeczywistości to same oczka łańcuszka i słupki :D i robiło się ją na prawdę ekspresowo :)
serwetka jest piekna:)bardzo pozytywnie zielona w te pochmurne dni.Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuń